poniedziałek, 20 listopada 2017

Ostatnia aktualizacja:10:59:16 AM GMT

baner_2180x400_px

Lokalizacja: Teatr Recenzje spektakli Letnia Scena: Wściek - recenzja (foto)

Letnia Scena: Wściek - recenzja (foto)

17072013_022Wściek to historia ściśle osadzona w rzeczywistości. Bierze pod lupę prywatność, dokładnie przygląda się codzienności, rozkładając ją na części.

Widzowie znajdują się w mieszkaniu młodego małżeństwa. Sobotni poranek nie jest jednak wypełniony spokojem. Wręcz przeciwnie – staje się polem bitewnym, przekształca coraz dotkliwiej w szubienicę. Zaczyna się raczej banalnie i niewinnie – powrót pijanego męża (Mariusz Pogonowski) nad ranem roznieca w żonie (Martyna Kowalik) burzliwe reakcje. Zwyczajna słowna przepychanka przybiera jednak na sile, rozpędza się, by zebrać żniwo; trywialny incydent doprowadza do dysput ostatecznych.

W spektaklu zastosowano bardzo ciekawe rozwiązanie scenograficzne. Czwarta ściana została zburzona, scena jest połączona, zespolona z widownią. Aktorzy biegają pomiędzy widzami, są odbiorcami otoczeni. Dobrze koresponduje to z tematyką przedstawienia, bezpośrednio przekłada problem bliskości, szczerości. To otoczenie łączy się z pojmowaniem pozytywnym – jako opieką, bezpieczeństwem oraz z czymś przeciwnym, pejoratywnym – inwigilacją, szpiegostwem, ograbianiem z intymności. Myślę, że gdyby wydarzenia rozgrywały się na zwyczajnej scenie, sztuka straciłaby na sile, generowała mniej emocji.

Historia ta podobno jest niemal dokumentem, kalką z autopsji, ale pod taką fabułę można by podłożyć większość społeczeństwa. Pozornie nieskazitelna relacja między dwojgiem ludzi, kiedy jej się przyjrzeć, trzeszczy i uwiera. Jednostki posiadają sprzeczne pragnienia i potrzeby – zazwyczaj je ukrywają, lecz kiedy już mówią o nich głośno, nie przynosi to upragnionych rezultatów, ale tylko zwiększa chaos. Uczucia z promocji, substytuty emocji. Postaci głównie do siebie krzyczą, bo nie potrafią rozmawiać. Kiedy dzielą się swym wnętrzem, nie mają, co liczyć, na choć garść zrozumienia czy empatii. Symbioza nie istnieje, komunikacja została pogrzebana. Króluje egoizm. Nie byłoby w tym nic złego, bo to przecież naturalna ludzka postawa, jednak obok egoizmu zawsze wkrada się hipokryzja. Mam żal do drugiego człowieka, że skupia się na sobie, podczas gdy zależy mi tylko, by tę uwagę przerzucił na mnie. Żadnych kompromisów, złotych środków. Tylko rzucanie mięsem, odbijanie słownej piłeczki, które do niczego nie prowadzi.

Wściek

Sztuka ta jest o tyle mocna, że opowiada historię, z którą mamy lub też mieliśmy do czynienia, ewentualnie dopiero się nam przydarzy. Dobitnie i bezpardonowo obnaża nasze niecne przypadłości, stawia przed nami pytanie – czy relacja, którą tworzymy jest prawdziwa, pożądana, czy tkwimy w niej tylko ze strachu i niemocy, z braku alternatywy?

Gra aktorska jest szczera i autentyczna, aktorzy generują w sobie prawdziwe uczucia, ich płacz czy krzyk nie wydają się sztuczne lub przerysowane. Tworzą opowieść na tyle przekonującą, że widz może poczuć się, jakby był świadkiem kłótni na ulicy. Widać ich zaangażowanie, wszystko budowane jest na przewrotnym łączeniu prostoty i ekstremalności.

Najciekawsze i najbardziej intrygujące wydaje się zakończenie, kiedy to wszystkie afekty doprowadzają do ostatecznego wybuchu. Ciekawie przedstawione zostaje tutaj podejście do świata, kontrowersyjne, mające coś z czynnego nihilizmu, na dodatek przekornie zobrazowane biologicznie. Mariusz Pogonowski i Milena Rytelewska brudy egzystencji przełożyli dobitnie, zostawiając przed odbiorcą trzykropek, pole, które sam musi uzupełnić.


Komentarz (MB): Wściek jest słaby i powierzchowny. Stereotypowa opowieść o współczesnych trzydziestolatkach nie zaskakuje w żaden sposób - albo inaczej, zaskakuje in minus. Co najgorsze, to fałsz. Fałszywa nuta udająca rzeczywistość - skondensowana w 70 minut nijakość. Tekst dramatu stworzono jakby przez dziesięć lat autorzy żyli pod kloszem i nie znali współczesnych realiów i życia. Jedynym plusem było rozwiązanie scenograficzne, ale przy słabym scenariuszu to znika, tak jak i gra aktorów, zbyt pretensjonalna. Większość widzów ze spektaklu wyszła albo zniesmaczona poziomem treści, albo obojętna. Bo Wściek, to po prostu zły tekst, którego nic nie uratuje. Bzdurka bez emocji i przyszłości.

/fot. MB

Zobacz także:

- Letnia Scena 2013: Moja droga B. - recenzja

- Letnia Scena 2013: Iwona, księżniczka Burgunda (foto)

- Letnia Scena 2013 - program, informacje

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież