czwartek, 24 sierpnia 2017

Ostatnia aktualizacja:10:59:16 AM GMT

 

   letnia_scena_baner

Lokalizacja: Teatr Recenzje spektakli Smażone, zielone pomidory w Teatrze Małym - recenzja

Smażone, zielone pomidory w Teatrze Małym - recenzja

SZP_110506_PIT445859_PL

Monodram w wykonaniu Elżbiety Czerwińskiej. Wyreżyserowany przez Remigiusza Grzelę. Zebrał pozytywne recenzje na prapremierze w Warszawie, a 8. marca zawitał na deski Teatru Małego w Manufakturze.

Spektakl jest nietypową adaptacją powieści Fannie Flag, na podstawie której powstał także film z Kathy Bates w roli głównej. Znacznie odbiega jednak od pierwowzoru, eksponuje inny wątek, proponuje spojrzenie na te same wydarzenia z całkiem nowej perspektywy.

Evelyn Coach to sfrustrowana gospodyni domowa z nadwagą i poczuciem przegranego życia. Mąż traktuje ją jak popychadło, wredna teściowa nie szczędzi zgryźliwych uwag, nawet obcy ludzie w sklepie okazują jej pogardę. Nałogowo uczęszcza na terapie grupowe i spotkania kobiet spełnionych, ale nigdzie nie widzi miejsca dla siebie. Czara goryczy przelewa się, kiedy  teściowa wyrzuca ją za drzwi swego pokoju w Domu Spokojnej Starości. Wówczas spotyka Panią Threadgoode, która jest jej całkowitym przeciwieństwem. Ta 87-latka jest pełna wigoru, tryska optymizmem i wydaje się być znacznie młodsza od samej Evelyn. Wręcza jej snickersa, a potem rozpoczyna opowieść, tym samym przenosząc się pamięcią  do malowniczego miasteczka Whistle Stop na starym, dobrym Południu. Tam życie upływa w leniwej sennej atmosferze, rosną najlepsze poziomki, a w Whistle Stop Cafe podaje się najsmaczniejsze pod słońcem smażone zielone pomidory. Tam kocha się mocniej, nienawidzi gwałtowniej, a strach o najbliższych może popchnąć nawet do zbrodni. Pod wpływem opowieści Evelyn wreszcie budzi się z letargu i z zakompleksionej grubaski w trakcie klimakterium staje się Towandą- kobietą silną, przebojową, która nie boi się staranować cudzego auta pod supermarketem i już nigdy nie zamierza udawać orgazmów.

Smażone zielone pomidory

Smażone, zielone pomidory to opowieść pełna ciepła i humoru. Dajemy się zaczarować sympatycznej Evelyn, bawią nas jej gry słowne i zamaszysta gestykulacja. To także spektakl jednej aktorki, bez nadmiernej charakteryzacji i rekwizytów, który Elżbieta Czerwińska dźwiga siłą swojej osobowości. Oprócz dwóch krzeseł i kuferka z pamiątkami, jedynym narzędziem skupiającym uwagę widza jest głos. Głos, który prezentuje szeroką gamę emocji- wyraża strach, rezygnację, tragikomiczne zagubienie, a potem coraz silnej kiełkujący optymizm.

Jeśli ktoś nastawia się na gwałtowne wzruszenie i katharsis, to spektakl nie zaspokoi jego oczekiwań.  Brak tu scen zapadających w pamięć, a przemiana głównej bohaterki sprowadza się do symbolicznego „Spie**alaj, Ed!” w odpowiedzi na żądanie męża, spragnionego piwa. Czerwińska gra jednak genialnie i wyraziście, bez problemu wcielając się na przemian w role zrozpaczonej Evelyn i pełnej charyzmy Pani Threadgoode. Także przemieszanie dwóch płaszczyzn czasowych wypada naturalnie i nie powoduje chaosu.

Smażone, zielone pomidory mogę z pełną odpowiedzialnością polecić tym, którzy mieli już kontakt z sielankową twórczością Fannie Flag. Będzie to dla nich szansa, by przyjrzeć się historii z innej perspektywy, spektakl bowiem na plan pierwszy wysuwa wątek Evelyn, jej emocje i przeżycia, a wydarzenia z Whistle Stop czyni tylko barwnym tłem. Wiąże się to być może z pragnieniem samej Czerwińskiej, by stworzyć osobistą powieść o aktorze powracającym do zawodu.

PRZECZYTAJ INNE RECENZJE TEATRALNE NA PLASTRZE

/fot. mat.pras.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież