ŁKS po raz czwarty w tym sezonie zmienił trenera. jednak drużyna prowadzona tym razem przez Tomasza Wieszczyckiego zagrała tak, jak na początku tego sezonu.
Od pierwszych minut groźniej wyglądali goście, którzy już w 7. minucie strzelili pierwszą bramkę. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Zieńczuka bramkarza ŁKS pokonał Piotr Stawarczyk. Warto podkreślić, że jest to były piłkarz Widzewa i nie jedyny z łódzką przeszłością, który w sobotę strzelił gola Velimirovicowi.
ŁKS długo nie był w stanie otrząsnąć się po straconej bramce. Dopiero w 23. minucie Mięciel z dwunastu metrów posłał piłkę nad Peškovicem. Dwie minuty później ładna kontra gospodarzy. Po dograniu piłki przez Kaczmarka do pustej bramki nie strzelił Szałachowski. Jeszcze po akcji Saganowskiego zagotowało się w polu karnym Ruchu, jednak potem przewagę znów mieli goście.
Ponownie na początku drugiej połowy niemrawa gra łodzian zakończyła się ich stratą gola. Znów dośrodkował Zieńczuk, a tym razem gola strzelił Gordzicki.
To jeszcze nie koniec. W 64. i 66. minucie ŁKS ponownie stracił gola. Najpierw bramkę strzelił kolejny były Widzewiak, Arkadiusz Piech. Katem łodzian okazał się znany z ŁKS-u Paweł Abbott.
ŁKS Łódź - Ruch Chorzów 0:4 (0:1)
Gole: 7. Stawarczyk,50. Grodzicki, 64. Piech, 66 Abbott
ŁKS: Velimirović - Kašćelan, Łabędzki, Pruchnik, Romańczuk, Szałachowski (59. Bykowski), Kłus (59. Smoliński), Łukasiewicz, Mięciel (77. Stefańczyk), Kaczmarek, Saganowski.
Ruch: Peškovič- Lewczuk, Grodzicki, Stawarczyk, Burliga, Zieńczuk, Lisowski, Szyndrowski, Abbott (67. Jankowski), Janoszka (86. Grzyb), Piech (90. Grzelak).
Żółta kartka: Lewczuk (Ruch).
/fot. Łukasz Jakubiak www.stopkadr.pl
Zobacz także:




Zobacz, co ciekawego dzieje się w tym miesiącu.
