Po roku przerwy powrócili do wspólnego grania, by kontynuować sianie spustoszenia na scenach polskich klubów. Zespół Mitch & Mitch wystąpił 26 stycznia w klubie Łódź Kaliska. Był to piąty występ grupy, na ośmiokoncertowej, styczniowej minitrasie.
Na początek kilka słów o supporcie. Wbrew zapowiedziom, „na rozgrzewkę” nie zagrał zespół Miąższ, a tyski The Abstinents. Frontman projektu, którego głos notabene był łudząco podobny do barwy głosu Borysa Szyca, próbował wkupić się w łaski publiczności kilkakrotnie powtarzając tanie hasło „Łódź Kaliska sercu bliska”. Niestety The Abstinents niczym szczególnym nie zachwycili. Zagrali typową, punkrockową sieczkę z tekstami przepełnionymi masą wulgaryzmów. Wybór zespołu poruszającego się w takiej stylistyce na support wielu słuchaczy nieco zdziwił, dlatego też z wytęsknieniem wyczekiwali końca tego niefortunnego wykonu.
Jak wiadomo scena w Łodzi Kaliskiej do największych nie należy, toteż nie lada zagwozdką było, jak organizatorzy poradzą sobie z umieszczeniem dziewięciu (!) muzyków na tak małych rozmiarów estradzie. Mimo obaw, cały skład Mitch & Mitch na scenie pomieścił się bez problemu i mógł całkowicie oddać się pasji grania.
Wysublimowana mieszanka chilloutu, avant popu, new country, folku i jazzu od pierwszych dźwięków uderzyła do głowy słuchaczom i nie pozwoliła na bierną percepcję występu. Pokręcona, żywiołowa muzyka z dużą dawką optymizmu, skutecznie rozruszała publikę, wyzwalając w niej wszelkie taneczne żądze. Nie sposób przecież oprzeć się tak nośnemu utworowi jak Mambo ’63, czy angażującemu również aparat mowy Na-na-na-na.
Lider grupy Macio Moretti, słynący z utrzymywania doskonałego kontaktu z publicznością, podczas występu w Łodzi miał chyba gorszy dzień. Owszem pojawiło się kilka żartów, ale jednak czegoś zabrakło. Nie dało się również nie zauważyć, że zespół miał większą radochę z grania, niż publiczność ze słuchania koncertu, chociaż nie znaczy to, że koncert nie był udany. Dwa bisy i łącznie prawie dwie godziny muzycznej uczty świadczą same za siebie. Fantazyjne aranżacje i żywa sekcja dęta, połączona z analogowymi klawiszami po raz kolejny udowodniły, że w pojedynku z wszechobecnym, plastikowym brzmieniem syntezatorów wiodą bezapelacyjny prym.
/fot. Rafał Jakuszczonek
Zobacz także:
- LDZ Alternatywa: Shofar (foto+wideo)





26 kwietnia Czwarta Łódzka Noc Muzyki -
Kluby, terminaż, koncerty, informacje.