Zespół 19 Wiosen nie rozpieszcza swoich fanów zbyt dużą liczbą koncertów w rodzinnym mieście. Piątkowy występ w Jazzdze był więc nie lada gratką dla wygłodniałych dźwięków Marcina Pryta i spółki fanów.Klawiszowe partie Grzegorza Fajngolda mocno inspirowane twórczością Jana Sebastiana Bacha oraz głębokie teksty Marcina Pryta o wydźwięku pesymistycznym to elementy rozpoznawcze 19 Wiosen. Nie bez powodu są więc nazywani najoryginalniejszą kapelą o punkowym rodowodzie w Polsce.
Muzycy mieli wystartować o 22, jednak zebrani w klubie musieli poczekać dodatkowe 65 minut. Czas oczekiwania „umilała” przybyłym muzyka Vivaldiego, która z założenia miała uspokajać, a działała zupełnie odwrotnie, grając co poniektórym gościom na nerwach.
Muzycy mieli wystartować o 22, jednak zebrani w klubie musieli poczekać dodatkowe 65 minut. Czas oczekiwania „umilała” przybyłym muzyka Vivaldiego, która z założenia miała uspokajać, a działała zupełnie odwrotnie, grając co poniektórym gościom na nerwach.
Panowie wyszli na scenę kilka minut po 23. Już od pierwszych dźwięków było wiadomo, że to będzie dobry koncert. Pod sceną zgromadziła się spora grupka punków, która od razu wpadła w szalony wir pogo i bez wytchnienia wtórowała wokaliście podczas śpiewania teksów.
Muzycy promowali swoje najnowsze wydawnictwo „Pożegnanie ze światem”. Przyjęcie mieli świetne, chwilami aż za bardzo. Niesforni fani nie raz próbowali wtargnąć na scenę, by trochę „poprzeszkadzać” zespołowi.
Przybyli w piątkowy wieczór do Jazzgi udowodnili, że „Punk’s not dead”, a nawet ma się całkiem dobrze. Fani nie pozwolili tak łatwo 19 Wiosnom opuścić sceny. Zespół dwukrotnie wychodził na całkiem długie bisy.
Zobacz także:





26 kwietnia Czwarta Łódzka Noc Muzyki -
Kluby, terminaż, koncerty, informacje.