piątek, 29 sierpnia 2014

Ostatnia aktualizacja:06:55:56 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Mój biegun – recenzja

Mój biegun – recenzja

mojbiegunJasiek Mela wskutek porażenia prądem stracił rękę i nogę. Po wypadku nie poddał się jednak i jako pierwszy niepełnosprawny zdobył dwa ziemskie bieguny. Był jednocześnie najmłodszym w historii polarnikiem, któremu ta sztuka się udała. Teraz historia jego życia została przeniesiona na wielki ekran.

Reżyserem filmu Mój biegun jest nikomu nieznany Marcin Głowacki. Stworzył on także wespół  z Katarzyną Śliwińską-Kłosowicz scenariusz. Niestety, mimo iż w historii Jaśka tkwił niesamowity potencjał, to zupełnie nie został on tutaj wykorzystany. Rodzina Melów nie miała łatwego życia. Wcześnie stracili synka Piotrusia, następnie los pokarał ich starszego syna. Przez te wypadki w tej rodzinie zaczęło coś pękać, pojawiły się nieporozumienia i tarcia między domownikami. Na tym wątku właśnie skupia się Głowacki. Przedstawił obraz rygorystycznego i wymagającego ojca (Bartłomiej Topa), nie może pogodzić się on ze stratą swojego dziecka i obwinia przez to wszystkich dookoła za tę tragedię. Na drugim biegunie znajduje się zapracowana matka (Magdalena Walach) - próbuje posklejać w jedną całość te rodzinne pęknięcia. Są też dzieci - zbuntowany i poszukujący w życiu miejsca Jasiek (Maciej Musiał), toczący ciągłe batalie z ojcem, oraz przesłodkie, acz bezbarwne siostrzyczki. Diabeł tkwi w szczegółach i zamiast poruszającego dramatu człowieka, który przełamywał bariery swoich możliwości, otrzymujemy prosty i do bólu schematyczny dramat rodzinny - ckliwą historię, na siłę próbującą wyciskać z nas łzy.

Niestety, telenowelowa fabuła nie jest jedynym minusem owej produkcji. Dochodzi do niej także mierne aktorstwo. O umiejętnościach Topy czy Walach wiedziałem już wcześniej – próbują oni z różnym skutkiem dać tej historii coś więcej. Najbardziej jednak zainteresowany byłem aktorstwem Macieja Musiała. Po seansie dochodzę do wniosku, że bohater dramatyczny z niego żaden. Serialowy nastolatek na wielkim ekranie jest sztuczny, a jego gra wymuszona. Nawet przez chwilę nie uwierzyłem w tę jego postać, która powinna być sztandarem tej opowieści. Jest to także wina mizernego zbudowania postaci przez twórców, ale aktor od siebie również jej nic nie dodaje. Warto wspomnieć, że w Moim biegunie w epizodycznej roli pojawia się prawdziwy Jan Mela.

Nie spodziewałem się wielkiego kina, zwłaszcza, że za produkcję dramatu odpowiedzialna jest pewna polska komercyjna stacja telewizyjna. Wyprodukowała ona już wcześniej m.in. Nad życie, Boksera czy Oszukane. Film Głowackiego zalicza się zatem do cyklu, który ja osobiście nazywam Prawdziwe historie. Uważam też, że tego typu produkty nie powinny mieć miejsca na kinowych listach - ich miejsce jest w telewizyjnej ramówce. Dlaczego? Po pierwsze, obejrzałoby je więcej osób, po drugie nikt nie mógłby przyczepić się do telewizyjnego formatu. Wilk byłby syty i owca cała. Stało się inaczej, dystrybutorzy zaserwowali nam kolejne dzieło, które ani nas nie wzrusza, ani do niczego nie zmusza. Jestem przekonany, że szybko zapomnimy o tym tytule, a szkoda, ponieważ Jasiek Mela zasługuje na znacznie więcej.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

BANER_281212_kopia