poniedziałek, 22 września 2014

Ostatnia aktualizacja:06:55:56 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Pokłosie – recenzja

Pokłosie – recenzja

poklosieOto kolejny po Jesteś Bogiem film, na który trzeba było czekać wiele długich lat. Władysław Pasikowski od 2001 roku, czyli od czasu Reichu nie stworzył lub raczej nie pozwolono mu stworzyć żadnej produkcji, mimo iż gotowy scenariusz do swojego najnowszego dzieła miał on już w 2005 roku

Nosił wówczas tytuł Kadisz, ale nikt nie chciał wspomóc twórcy i dofinansować jego pomysłu. Lata mijały, aż wreszcie PISF zdecydował się pomóc projektowi Pasikowskiego i wyłożyć trochę pieniędzy na jego realizację. Nazwa została zmieniona na Pokłosie, ale nikt chyba nie ma wątpliwości, że to ta sama opowieść, choć pod wygodniejszym dla niektórych imieniem. Film zadebiutował na tegorocznym festiwalu w Gdyni, otrzymał nawet nagrodę dziennikarzy, co zaznaczało, że jest to produkcja obok której ciężko przejść obojętnie. Uzasadnienie przyznania wyróżnienia dla najnowszego obrazu reżysera kultowych Psów brzmiało mniej więcej tak: Za ujęcie traumatycznego tematu w formie, dzięki której ma on szansę dotrzeć do młodej publiczności. Za odwagę w poruszaniu tematów, które do tej pory nie zostały w polskim kinie dostrzeżone, a które uważamy za istotne. Władysław Pasikowski w jednym z ostatnich wywiadów (udziela ich bardzo rzadko), dość krytycznie odnosi się do tych słów, twierdząc, że tworzenie filmów w Polsce ma niewiele wspólnego z odwagą… Coś chyba w tym jest – choć trafniejszym byłoby stwierdzenie, że Pokłosie to film niewygodny, który podzieli widzów na dwa skrajne stronnictwa. Ale po kolei…

W czasie II wojny światowej w jednej z polskich wsi doszło do straszliwej zbrodni. Dwaj bracia, Franciszek i Józef Kalina, na przekór mieszkańcom chcą dociec prawdy, która może okazać się bardzo bolesną i niechlubną nie tylko dla tubylców, ale również dla całego narodu. A wszystko zaczęło się niewinnie - od kamiennych macew, którymi naziści w czasach okupacji utwardzali drogę i od żony (Józefa), która wyemigrowała za ocean...

Oglądając film i znając jego kontekst historyczny można przewidzieć niektóre sytuacje, które pojawią się na ekranie. To prawda. Nie zapominajmy jednak, że przy jego realizacji po drugiej stronie kamery stał człowiek, który jak mało kto potrafi zaskoczyć widownię. Nie inaczej jest tym razem. Gdyby spojrzeć na prowincję, w której toczy się akcja, stwierdzić można by było: ot, zwykła polska wieś. Jest kościół, posterunek policji, sklep, pod którym piwem raczą się miejscowe pijaczki – nic nadzwyczajnego. To jednak tylko pierwsze wrażenie. Przyglądając się bliżej można dostrzec niechęć, brak zaufania czy zwyczajny niepokój mieszkańców chociażby w odniesieniu do przybyłego po latach emigracji Franciszka. On sam zresztą już na początku swojego pobytu przekona się o tym na własnej skórze. Z pewnością nie jest to stereotypowa prowincja, jaką znamy chociażby z popularnego serialu Ranczo. W tym miejscu drzemie jakaś dziwna tajemnica, której nikt nie chce rozwiać i każdy się jej wyraźnie boi. Wkrótce na pierwszy plan wyłaniają się dwaj duchowni, którzy tworzą tutaj stereotypową parę złego i dobrego gliniarza. Dla wielu widzów ciężko będzie rozróżnić, który z nich jest w porządku, a który nie. Film ogląda się bardzo dobrze, prowadzony narracyjnie jest świetnie – wprowadza widza w całą historię w sposób przemyślany i poukładany, bez zbędnego pośpiechu. Tym bardziej szkoda, że twórcom nie udało się uniknąć niedociągnięć i luk fabularnych, m.in. w wątku z zagubioną walizką czy przenoszeniem na pole kamiennych tablic.

Pisząc o Pokłosiu nie można zapomnieć o aktorach i twórcach, których nazwiska z całą pewnością przyciągną masę ludzi do kin. Pasikowski zawsze pracuje z najlepszymi, dlatego też na ekranie pojawiają się m.in. Maciej Stuhr i Ireneusz Czop, którzy wcielili się w braci Kalina. Ciekawe, czy widownia, którą pierwszy z wymienionych aktorów przyzwyczaił do odgrywania ról inteligencików z wyższych uczelni, zaakceptuje go w roli małorolnego chłopa? Jeśli o mnie chodzi, to obaj aktorzy spisali się na ocenę bardzo dobrą. Więcej zastrzeżeń mam do Jerzego Radziwiłowicza, którego bardzo lubię, ale jako ksiądz przypominał mi on bardziej Andrzeja Gajewskiego z serialu Glina niżeli osobę duchowną. Taki styl grania nie pasował mi do charakteru jego postaci. W filmie pojawia się również przedstawicielka płci pięknej, słowacka aktorka Zuzanna Fialova (mówi głosem Magdaleny Wójcik), która odgrywa dość istotną rolę – wnuczkę jednego z mieszkańców wsi. Co ciekawe, w większości filmów Władysława Pasikowskiego kobiety traktowane były przedmiotowo, jak zło konieczne. Tutaj sytuacja diametralnie się zmienia. Kończąc wątek aktorski, dodam także, że gościnnie w Pokłosiu występują: Danuta Szaflarska i Robert Rogalski – swoją drogą, gdy ich postaci znajdują się na ekranie ciśnienie się podnosi i występują dreszcze na skórze. Majstersztyk!

Wykrzyknienie z poprzedniego wersu idealnie pasuje także do zdjęć autorstwa Pawła Edelmana oraz muzyki Jana Duszyńskiego. Klimatycznie, mrocznie, jak na dobry thriller przystało! Nie jestem estetykiem, ale od tej strony film mi się bardzo podobał, pięknie przedstawione wiejskie krajobrazy przeplatają się ze scenami ciemnymi i wzbudzającymi strach. Wszystko to oblane zostało niezwykłą ścieżką dźwiękową - bardzo dobry audiowizualny efekt. Te łączące się elementy tworzą niepowtarzalną atmosferę, w którą bez reszty wtapiamy się w trakcie seansu.

Pokłosie, to fabularny powrót Pasikowskiego w doskonałym stylu. Jego film porusza trudny temat, na który wcześniej w polskim kinie nie było miejsca. Inspiracją dla reżysera były książki profesora Grossa i dokument Pawła Łozińskiego Miejsce urodzenia. Ludzie, którzy pracowali przy realizacji filmu (w tym reżyser) podkreślają jednak, że nie jest to film stricte o pogromie w Jedwabnem, a tylko jego twórczą interpretacją. Rodzi się więc pytanie, czy jest to w dalszym ciągu kino gatunkowe (do którego Pasikowski nas przyzwyczaił), czy też może ocieramy się o jakiś rodzaj kina autorskiego? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi, ponieważ każdy może zinterpretować je w różny sposób. Nie zamierzam też wysnuwać wniosków, czy jest to film prawdziwy i zgodny z historią. Jedno jest pewne: jeśli chcecie krytykować Pokłosie (chociażby za „antypolską” tematykę) to najpierw się z nim zapoznajcie. Producent Dariusz Jabłoński na premierowym pokazie, który otwierał w Łodzi 17 Forum Kina Europejskiego Cinergia, apelował do widowni, żeby te słowa przekazać swoim znajomym, więc ja tę wiadomość także rozsiewam dalej.

Wiele osób zarzuca reżyserowi i scenarzyście Pokłosia, że zrobił film dla koniunktury, bo Żydzi w kinie są teraz modni i zapewniają duży przychód. Nic bardziej mylnego, wystarczy spojrzeć na to ile problemów miało nowe filmowe dziecko Pasikowskiego, zanim trafiło na ekrany kin…

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

BANER_281212_kopia