czwartek, 17 maja 2012

Ostatnia aktualizacja:01:38:00 AM GMT



juwe2012pp

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Róża - recenzja

Róża - recenzja

rozaRóża Wojciecha Smarzowskiego to, jak głoszą słowa w zwiastunie, najbardziej oczekiwany polski film.  Oczekiwany, bo mierzący się z wstydliwym, pomijanym tematem polskiej historii: prześladowaniem Mazurów.

Oczekiwany, bo sięgnął po niego reżyser, który zdążył już zasłynąć z bezwzględnego obnażania polskich grzechów. Oczekiwany, bo, cytując Marcina Dorocińskiego, to strasznie mocny film. Jego słowa, że wszystko mnie przez ten film bolało, da się odczytać dosłownie, jak i w przenośni – po seansie czułam się co najmniej poturbowana.  Ale oprócz tego, Smarzowski daje się poznać także od innej strony – i to moim zdaniem największy atut filmu.

1945 rok, Mazury. Tadeusz (Marcin Dorociński), były żołnierz AK, odnajduje Różę (Agata Kulesza), żonę niemieckiego żołnierza, którego śmierci był świadkiem. Kobieta pozwala mu zatrzymać się w  gospodarstwie, pomóc przy obowiązkach. Skrzywdzona, nieufna, odepchnięta i  upokarzana przez lokalną społeczność, właśnie w Tadeuszu znajdzie wsparcie, szansę na godne przetrwanie. Spokój jednak nie będzie im dany, bo wojna wcale się nie skończyła, wolność nie nadeszła, a krzywdy nie mogą zostać zapomniane i wybaczone.

Nie jestem fanką Smarzowskiego. Eksplodujące fekalia, padające jeden za drugim trupy nie robią na mnie wrażenia – nie przytłacza mnie obecność tych scen, ale ich  nadmiar; zatraca się sens historii, jej ostrzeżenie. Z drugiej strony, świat, w którym rozgrywają się losy bohaterów jest okrutny, nic więc dziwnego, że Smarzowski nie rezygnuje z krwawych, brutalnych scen przemocy. Tym razem jednak reżyser nie epatuje nimi. We krwi, krzyku, mordach i gwałtach rodzi się delikatne, a zarazem mocne uczucie. Bo Róża, jak mówi Smarzowski, to przede wszystkim film o miłości.

Dorociński i Kulesza stworzyli przejmujące role. Potrafią wyrazić ból w bardzo gwałtownych, naturalistycznych scenach, ale i w tych wyciszonych, kameralnych. I chociaż rzeczywistość, w jakiej żyją, jest trudna do zniesienia,  ten świat aż niepokojąco pięknieje w zdjęciach Piotra Sobocińskiego: staje się poetycki. Spokojnie, Smarzowski nie stał się romantycznym bajarzem – nadal potrafi widzowi dać w łeb. Tym razem choć zrobił to bardzo celnie, to jednocześnie pozwolił sobie na subtelność. W ten sposób wzmocnił tragedię bohaterów, podkreślił niesprawiedliwość.

Róża robi wrażenie, wiele scen wywołuje dreszcze, przeraża i wzrusza. Ale właśnie to, co nieuchwytne, kruche, a co twórcom filmu udało się przedstawić, najmocniej zostaje w pamięci. Jak muzyka Mikołaja Trzaski: kilka dźwięków, które układają się w prosty, jednostajny rytm, i które mają w sobie tyle niepokoju i groźby, co miłości i ciepła.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież