Seria Underworld, to dla mnie niewytłumaczalny fenomen. Średniej jakości, mało oryginalna fabuła i przeciętne efekty - to jej znaki rozpoznawcze. A w kinach pojawia się czwarta część i słychać nad nią zachwyty.
Tym razem w wojnę pomiędzy wampirami i lykanami włączają się ludzie. Dość szybko zaprowadzają porządek na ulicach. Wampirzyca Selene zostaje pojmana. Budzi się po dwunastu latach. Próbuje odnaleźć swojego ukochanego. Zamiast niego udaje się jej znaleźć swoją córkę.
Seria Underworld opiera się na prostym schemacie. Kino fantasy z wampirami i lykanami w roli głównej połączono z wybuchowym kinem akcji i dosypano nieco szekspirowskiej tragedii. Nic odkrywczego, w dodatku niezbyt udanie zrealizowane. Także każda z części znana jest z nierówności - w sferze fabuły, efektów etc. I podobnie jest z Przebudzeniem. A widzowie, jakby tego nie zauważali, dobrze oceniają ten dość przeciętny produkt.
W Underworld: Przebudzenie twórcy postawili na akcję. Dość nudna historia o wampirzycy poszukującej ukochanego po niespełna czterdziestu minutach zamienia się w długą "sieczkę" między antagonistami. Do tego dodano efekty spowolnienia i zbliżenia na pośladki Kate Beckinsale. I tak powstał film.
Boję się, że zrealizują piątą część historii o Selenie, aby tylko pokazać Backinsale w jej wampirzym stroju .Jednak wtedy będzie to o cztery części serii za dużo.




Zobacz na co warto iść do kina.
Nie zapomnij o najciekawszych premierach w nadchodzącym miesiącu.
ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów itp. 