Obraz to powolny, niespieszny. Jego konstrukcję stanowi stelaż z dialogów, na który delikatnie naciągnięte są obrazy w chłodnych odcieniach. Bo i cały film jest spokojny, nieco zimny.
Wolno przelewa się przez palce, które jak sito wybierają najważniejsze elementy. Widz wciela się w rolę bezstronnego obserwatora, który leniwie przypatruje się zderzeniom towarzyszącym nawiązywaniu się nowej relacji międzyludzkiej pomiędzy dwoma homoseksualistami.
W przeciwieństwie do zrównoważonego tempa obrazu filmowego, zajścia i procesy myślowe pomiędzy mężczyznami galopują w zawrotnym tempie. Przyglądamy się bowiem zdarzeniom mającym miejsce na przestrzeni jednego weekendu. I wydawać by się mogło, że dwa dni to nic. Ale przez dwa dni może zdarzyć się niewyobrażalnie wiele...
Zdziwienie uderza w twarz w momencie niespodziewanym, a potem już tylko mnożą się rozmowy, które dotykają tematów rangi najwyższej.
I mylić się będzie ten, kto spróbuje twierdzić, że to po prostu kolejny film o gejach. Owszem, porusza się niby sztandarowe kwestie dla tego tematu takie jak bycie sobą, pojęcie związków, samotność, problem niedopasowania, czy też potrzebę udawania. Jest i o "gejowskim rytuale przejścia" czy pożegnaniach. Ale czynione jest to z wyczuciem najwspanialszym i naturalnym, częstuje się widza tworem w jak najlepszym guście i smaku.
Zupełnie inny weekend, to sentymentalizm w pięknej, prostej formie. Bez zbędnego naciągania czy wzruszania na siłę.
Appendix (MB) - Zupełnie inny weekend jest filmem sentymentalnym, ale także chłodnym. Jeśli się tęskni, to za tożsamością, znalezieniem drogi, a nie drugim człowiekiem. Zabrakło mi tu uczuć pomiędzy – to tylko przygoda, jakich wiele. Pełna (nie)zaspokojenia.



Zobacz na co warto iść do kina.
Nie zapomnij o najciekawszych premierach w nadchodzącym miesiącu.
ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów itp. 