piątek, 20 października 2017

Ostatnia aktualizacja:10:59:16 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Blade Runner 2049 - recenzja

Blade Runner 2049 - recenzja

bladerunner2049Kiedy w 1982 roku do kin trafił „Łowca androidów” w reżyserii Ridley’a Scotta, krytyka nie pozostawiła na filmie suchej nitki. Wytykała liczne błędy i niedopowiedzenia. Produkcja, w dużej mierze oparta na powieści Philipa K. Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”, była połączeniem stylowego kina neo-noir z ambitną fantastyką. Był rok 2019. Główny bohater – Rick Deckard – wystylizowany na prywatnego detektywa tropiciel robotów, które przybrały ludzką formę, otrzymał zadanie zlikwidowania piątki androidów. Jego chłód i wyobcowanie imponowały przełożonym, a perfekcja w likwidowaniu obcych zrobiła z niego człowieka nie do zastąpienia. Mówiąc ogółem, Deckard był w swoim fachu tym, czym Vincent Van Gogh dla malarstwa – klasykiem niedopasowanym do czasów, w jakich przyszło mu egzystować.

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy era VHS święciła swoje triumfy, „Łowca androidów” otrzymał drugie życie. Z miejsca stał się filmem nie tyle docenionym, co kultowym. Jego sakralność polega na tym, że przetrwał próbę czasu i nikt, przez dokładnie trzydzieści pięć lat, nie ośmielił się na nakręcenie remake’u, spin-offu, kontynuacji. Do dziś.

Mamy rok 2049. Mija dokładnie trzydzieści lat od momentu, gdy Rick Deckard zamknął za sobą drzwi. Głównym bohaterem „Blade Runner 2049” jest oficer policji o tajemniczym pseudonimie ‘K’. Przypadkowo natrafia na informację, która może, patetycznie mówiąc, unicestwić świat. ‘K’ jednoczy siły z Rickiem Deckardem i razem postanawiają przeciwstawić się zagadkowej korporacji, którą dowodzi charyzmatyczny Niander Wallace.

Trzeba mieć naprawdę duże jaja, aby porwać się na kontynuację Świętego Graala science-fiction, czyli „Łowcy androidów”. Na całe szczęście projekt trafił w ręce sprawdzonego reżysera – Denisa Villeneuve’a, który ma na koncie takie dzieła jak „Labirynt”, „Sicario” i prawdziwą perłę, czyli „Pogorzelisko”. Jego wersja „Blade Runnera”, pomimo długiego czasu trwania (163 minuty!), nie składa się tylko z pościgów, strzelanin, mordobić i tym podobnych wabików. To film, który nie tylko oddaje hołd poprzednikowi, ale przede wszystkim wprowadza kino fantastyczne (i nie tylko) na nowe, niezbadane dotąd tory.
     
Fabuła, podobnie jak w pierwszej części, skupia się na bohaterach i pytaniach o człowieczeństwo. Świat wykreowany przez operatora – Rogera Deakinsa, scenografa – Dennisa Gassnera i ludzi od efektów specjalnych zapiera dech. Jest zarazem brudny i estetyczny, ciepły i zimny, bezduszny, a jednak niezwykle emocjonalny. Niniejszą produkcję można odczytywać wielopłaszczyznowo, bo tak naprawdę żyjemy w podobnym świecie. ‘K’ jest otoczony przez androidy i hologramy. Nas depczą, a wręcz uzależniają, platformy internetowe i portale społecznościowe. Zarówno w świecie wykreowanym na potrzeby filmu, jak i naszym rzeczywistym człowiek jest tylko trybikiem w maszynie zwanej życiem. Nie rozmawiamy, a mówimy do kogoś. Nie pożądamy jednej unikalnej rzeczy, a bierzemy wszystko. Nie kochamy, a poligamizujemy każdy aspekt życia. I robimy to mimowolnie.
   
Głównym tematem, w moim odczuciu, jest problem samotności bohaterów. Każdy jest tu pozostawiony sam sobie. Na przykład 'K'. Jeśli przyjrzeć się jego życiu, jest ono nie do pozazdroszczenia. Facet jeździ w odległe miejsca, aby zlikwidować konkretnego androida. Dostaje przy tym nie lada łomot. Następnie wraca do skromnego, jednopokojowego mieszkania w obskurnej kamienicy, aby tam oddawać się romantycznym rozmowom z piękną partnerką, która okazuje się być jednym z „dzieci Wallace'a”. Jak to skwitował Rick Deckard: „Czasem żeby kogoś kochać, trzeba stać się dla niego nieznajomym”.
   
„Blade Runner 2049” to film, który się snuje. Sceny wzmożonej akcji są jedynie skromnym dopełnieniem. Denis Villeneuve serwuje nam długie ujęcia, o których kino zapomniało wraz z nadejściem ery dvd. Nic nie jest tu chaotyczne. Dostajemy film niemalże perfekcyjny. Jego przesłanie może i nie napawa optymizmem, ale jest niezwykle prawdziwe, a jak sami wiemy – prawda często boli. Pozostaje pytanie, czy jesteśmy w stanie, samodzielnie, tę prawdę udźwignąć.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież