sobota, 24 czerwca 2017

Ostatnia aktualizacja:10:59:16 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Manchester by the Sea - recenzja

Manchester by the Sea - recenzja

manchesterJak długo można uciekać od przeszłości, która w konsekwencji kradnie nam naszą teraźniejszość, a nawet przyszłość? Odpowiedzi na to pytanie poszukuje główny bohater „Manchester By The Sea” - Lee Chandler. Przed laty doprowadził do rodzinnej tragedii, co zmusiło go do wyjazdu do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Bostonu. Niespodziewana śmierć brata zmusza go do powrotu na „stare śmieci”. Lee będzie musiał zmierzyć się nie tylko z demonami przeszłości, ale przede wszystkim z wychowaniem dorastającego bratanka – Patricka. Chłopak nie wydaje się przejęty śmiercią ojca, a w swoim stryjku nie dostrzega specjalnego autorytetu.

Tytułowy Manchester jest zimny, wietrzny, skomplikowany i w pewnym sensie doświadczony. Zupełnie tak jak główny bohater. Tragedia z przeszłości nie tylko nie daje o sobie zapomnieć, ale wręcz unicestwia aktualne życie. Lee jest w (bez)emocjonalnym potrzasku, a jakiekolwiek próby wyjścia ze stagnacji kończą się niepowodzeniem. Patrick stanowi dla niego przeciwwagę, nie wydaje się nawet przejęty śmiercią ojca. Bezemocjonalność okazuje się ich wspólnym mianownikiem. Wynik tej relacji może i nie przynosi pozytywnych rezultatów, ale przynajmniej daje ukojenie.

„Manchester By The Sea” jest nie tylko filmem o pokonywaniu demonów z przeszłości, to także studium budowania relacji między skrajnymi i niepasującymi do siebie charakterami. Scenariusz oferuje wiele ciekawych rozwiązań, w tym humor w sytuacjach, w których tak naprawdę powinniśmy ronić łzy.


   
Casey Affleck, rolą Lee Chandlera, zaliczył swój życiowy występ. Akompaniujący mu Lucas Hedges jest zarówno objawieniem, jak i wzorem dla kolejnych pokoleń małoletnich aktorów. Michelle Williams jest standardowo dobra, jednak w trakcie spotkania po latach z byłym mężem okazuje się równie świetna, co jej dwaj wyżej wymienieni koledzy. Wszystko to zawdzięczają błyskotliwemu scenariuszowi i wyważonej reżyserii, bowiem nie ma tu łzawych dróg na skróty, a tym bardziej banalnych sloganów.
   
Wyjątkowość „Manchesteru” tkwi w jego ulotności i zawieszeniu na tym, co już było. Ciężko jest uciec od błędów przeszłości, jednak z drugiej strony jest to jedyny sposób na uniknięcie ich w przyszłości. Każdy z nas może utożsamić się z Lee Chandlerem i to niekoniecznie na płaszczyźnie życiowych tragedii. Dużo ważniejsze okazują się tu dystans i chłodne spojrzenie na rzeczywistość. Żyjmy teraz, żyjmy przyszłością, ale pamiętajmy o tym, co przeżyliśmy, bo właśnie to robi z nas doświadczone, świadome, inteligentne istoty.  

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież