środa, 24 maja 2017

Ostatnia aktualizacja:09:59:16 AM GMT

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Łotr 1 - Gwiezdne Wojny historie - zwiastun

Łotr 1 - Gwiezdne Wojny historie - zwiastun

lotr1Dawno dawno temu w odległej galaktyce... aż w końcu doczekaliśmy się pierwszego spin-offu „Gwiezdnych wojen”. Akcję osadzono pomiędzy epizodem trzecim – przeciętną „Zemstą Sithów” a czwartym – bardzo dobrą „Nową nadzieją”. Głównym bohaterem uczyniono córkę architekta Gwiazdy Śmierci - Jyn Erso, w którą wciela się młoda Brytyjka Felicity Jones. Akompaniuje jej cała multikulturowa śmietanka z Forestem Whitakerem i Diego Luną na czele. Ich misja, z fabularnego punktu widzenia, jest prosta – wykraść plany największej broni Imperium – Gwiazdy Śmierci.

Od kiedy Disney przejął pieczę nad tą nieśmiertelną gwiezdną serią, a George Lucas już dawno spakował walizki, zaczęliśmy otrzymywać nie tylko świetne kino rozrywkowe, ale przede wszystkim obrazy dopasowane do poziomu naszej wrażliwości. Epizody od pierwszego do trzeciego, swoją sterylnością i nakierowaniem na młodszych widzów, zepsuły to, co z trudem osiągnięto w nakręconych wcześniej „Nowej nadziei”, „Imperium kontratakuje” i „Powrocie Jedi”. Siódma część sagi - „Przebudzenie Mocy” - przywróciła serię na właściwy tor. „Łotr 1”, nie dość że podtrzymuje poziom ostatniej produkcji, to momentami wydaje się lepszy, i to nie tylko pod kątem realizacyjnym.

Pomimo całej otoczki science-fiction, „Łotr 1” nie jest obrazem z tego gatunku. To klasyczny film wojenny. Świadczy o tym nie tylko sposób wprowadzenia poszczególnych bohaterów i wątków, ale przede wszystkim styl pracy kamery. Finałowa bitwa, a raczej jej większa część na plaży, sfilmowana została według kinowego wojennego podręcznika. We wcześniejszych epizodach lasery raziły w oczy. Tutaj jest jak na poligonie – broń jest dużo bardziej realna, żeby nie powiedzieć ludzka. Bohaterowie to istoty z krwi i kości, a część oddziału składająca się z najemników i morderców tylko podnosi napięcie.


   
Pod kątem technicznym „Łotr 1” jest najlepiej zrealizowaną częścią. Walki w przestworzach zachwycają swoim kunsztem. Jeśli dodamy do tego świetną pracę poszczególnych ogniw: operatora, montażysty, autora muzyki, scenografów i twórców efektów specjalnych i dźwiękowych, dostajemy obraz epicki zarówno widowiskowo, jak i fabularnie. Największe ciarki jednak powoduje pojawienie się Dartha Vadera, który nigdy wcześniej nie był tak przerażający i charyzmatyczny. Zresztą jak już jesteśmy przy bohaterach, na oklaski zasługuje odtwórczyni roli Jyn Erso – Felicity Jones. Pokuszę się o stwierdzenie, że to najlepsza żeńska postać z całego gwiezdnowojennego uniwersum. Łatwo się z nią utożsamić, a jeszcze łatwiej zrozumieć jej motywacje. Jest bystra, pyskata i przede wszystkim zaradna. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby dzierżyła w dłoni miecz świetlny.  

Ważnym aspektem produkcji jest jej wewnętrzny charakter. Brygada tytułowego „Łotra 1” nie składa się z osobistości o nadludzkich mocach, lecz z ludzi przeciętnych, a nawet zbędnych. Przypominają oni klasę robotniczą, którą w pewnym sensie można poświęcić dla dobra ogółu. To podziemni bojownicy nie szukający poklasku. Podobnie jest w życiu – często za naszą ciężką pracę wynagradzani są ci, którzy już dawno powinni odejść. Na szczęście pozostaje jeszcze nadzieja, która w tym wypadku nie jest pustym frazesem. Niech moc będzie z Tobą!

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież