Dziewiętnaście lat minęło od powstania ostatniego filmu pt. Koszmar z ulicy Wiązów (nie licząc dwóch wariacji na temat - Nowego koszmaru Wesa Cravena i Freddy kontra Jason). W tym czasie dużo się zmieniło, ale Freddy nadal straszy we śnie i chce zabić amerykańską młodzież.Małe miasteczko. Nastolatki zaczynają mieć problemy ze snem. W nocy nachodzi ich dziwna postać ze szponami przymocowanymi do dłoni. Okazuje się, że rany zadane przez tą nocną marę są prawdziwe, a potwór potrafi zabić śpiącego.
Trudno wyobrazić sobie, aby jakikolwiek fan horrorów nie znał całej serii, to klasyka popkultury. Postać Kruegera - pasiasta koszula, kapelusz, spalona twarz i prawa ręka ze szponami - ją powinien kojarzyć każdy.
Koszmar z ulicy Wiązów z 2010 roku to po prostu nowa historia, nowe otwarcie. Często tak bywa w świecie komiksów, a wielbiciele kina mogą znać to m. in. z serii filmów o Batmanie. Nie jest to prosty remake obrazu z 1984 roku - opowieść o Freddym jest nieco inna - nie jest psychopatycznym mordercą dzieci, który za karę został spalony przez grupę ludzi z ulicy Wiązów, ale... tu nie zdradzę. Także w tę postać wciela się po raz pierwszy nie Robert Englund, który wydaje się aktorem tejże jednej roli. Tym razem Freddym został Jackie Earle Haley (znany m. in. z Watchmen: Strażnicy i Małych dzieci). Oczywiście kto zna poprzednie części trochę zatęskni za Englundem, szczególnie iż jego Krueger był postacią z każdą chwilą bardziej zabawną i autoironiczną. Potwór w wykonaniu Haleya to po prostu bezduszna bestia.
Czasy się zmieniają. Efekty specjalne "poszły do przodu". Mężczyźni na filmach są mniej macho, a bardziej metro. Ale to nic Freddy nadal straszy i pewnie to nie ostatni koszmar w jego wykonaniu. Trochę zabrakło mi atmosfery części powstałych lata temu, ale to może wina zbyt wielu filmów i ostrzejszych scen, które pojawiają się w innych produkcjach.
Trudno wyobrazić sobie, aby jakikolwiek fan horrorów nie znał całej serii, to klasyka popkultury. Postać Kruegera - pasiasta koszula, kapelusz, spalona twarz i prawa ręka ze szponami - ją powinien kojarzyć każdy.
Koszmar z ulicy Wiązów z 2010 roku to po prostu nowa historia, nowe otwarcie. Często tak bywa w świecie komiksów, a wielbiciele kina mogą znać to m. in. z serii filmów o Batmanie. Nie jest to prosty remake obrazu z 1984 roku - opowieść o Freddym jest nieco inna - nie jest psychopatycznym mordercą dzieci, który za karę został spalony przez grupę ludzi z ulicy Wiązów, ale... tu nie zdradzę. Także w tę postać wciela się po raz pierwszy nie Robert Englund, który wydaje się aktorem tejże jednej roli. Tym razem Freddym został Jackie Earle Haley (znany m. in. z Watchmen: Strażnicy i Małych dzieci). Oczywiście kto zna poprzednie części trochę zatęskni za Englundem, szczególnie iż jego Krueger był postacią z każdą chwilą bardziej zabawną i autoironiczną. Potwór w wykonaniu Haleya to po prostu bezduszna bestia.
Czasy się zmieniają. Efekty specjalne "poszły do przodu". Mężczyźni na filmach są mniej macho, a bardziej metro. Ale to nic Freddy nadal straszy i pewnie to nie ostatni koszmar w jego wykonaniu. Trochę zabrakło mi atmosfery części powstałych lata temu, ale to może wina zbyt wielu filmów i ostrzejszych scen, które pojawiają się w innych produkcjach.




Zobacz na co warto iść do kina.
Nie zapomnij o najciekawszych premierach w nadchodzącym miesiącu.
ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów itp. 