czwartek, 17 maja 2012

Ostatnia aktualizacja:01:38:00 AM GMT



juwe2012pp

Lokalizacja: Film Recenzje filmów Czwarty stopień - recenzja

Czwarty stopień - recenzja

czwartystopienPrzeciętna produkcja w ciekawym opakowaniu - tak najkrócej można opisać "Czwarty stopień", najnowszą produkcję z Millą Jovovich w roli głównej.

 
Pierwszy stopień - kiedy widzimy UFO na niebie, drugi stopień - gdy napotykamy miejsca świadczące o jego istnieniu (np. koła na polach), trzeci - gdy dochodzi do kontaktu, czwarty - kiedy ludzie zostają uprowadzeni.

Najnowszy film w reżyserii Olatunde Osunsanmi opowiada o niejakiej dr Abbey Tyler. Całość to rzekoma rekonstrukcja wydarzeń, które miały mieście w 2000 roku na Alasce. Trzeba podkreślić ową rzekomość, bo wbrew początkowym informacją w filmie występują wyłącznie aktorzy.

Wszystko rozpoczyna się niczym thriller. Dr Tyler jest świadkiem zamordowania męża, ta trauma powoduje, że ma problemy z odnalezieniem się w rzeczywistości. Podczas spotkań ze swoimi pacjentami napotyka na pewną prawidłowość prawidłowości - wszyscy mają problemy ze snem, budzą się w nocy i widzą sowę. Nowy wątek rozpoczyna się od hipnozy jednego z pacjentów, jak się okazuje w nocy nie spotyka on sowy, ale...

"Czwarty stopień" to średniej klasy s-f z dość ciekawymi rozwiązaniami formalnymi. Wstawki fabularne,  w których dr Tyler gra Jovovich przeplatane są z rzekomymi prawdziwymi zapiskami wideo i audio, które pozostał po wydarzeniach z 2000 roku. Przypomina to nieco Blair Witch Project, czy serię REC. Bez tego całość byłaby lekko nudnawą opowieścią o uprowadzeniach.

Czy warto obejrzeć ten film? Lepiej wypożyczyć DVD z "Bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia" tak samo realny jak "Czwarty stopień", a w napięciu o wiele mocniej trzyma. Obraz z Jovovich jakoś niezbyt przerażający jest.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież