Fantastyczno-naukowe kino autora legendarnego Cube. Wielbiciele gatunku powinni być zadowoleni. Dwie godziny porządnej rozrywki dającej do myślenia.Wyobraź sobie, że gdzieś w laboratoriach naukowcy łączą geny różnorakich istot - zwierząt, roślin - tworząc z nich kolejne, bardziej idealne i wydajne, posiadające zdrowotne białka. Właśnie takimi naukowcami są Elza i Clive. Po stworzeniu "poczwarkowatych" Ginger i Freda chcą pójść krok naprzód - dodać genu ludzkiego. I chociaż właściciele, korporacja im to zabrania bohaterowie "Istoty" postanawiają stworzyć częściowo ludzkie stworzenie.
Od pierwszych minut film Vincenzo Natali'ego bombarduje pięknymi zdjęciami (pierwsze spotkanie Ginger z Fredem), obrazy nasycone są nieco błękitnymi odcieniami, dodaje to niezwykłości "Istocie". I tu zaczyna się problem - ponieważ poza ostatnimi dziesięcioma minutami film ten nie jest ani horrorem, ani thrillerem. To raczej dramat z elementami s/f. Elza i Clive obserwują nową istotę, żyją z nią, tak jak żyje się ze zwierzątkiem domowym, lub z dzieckiem. Dren (powstała istota) rozwija się w niesamowitym tempie, uczy się, przyswaja zwierzęcych i ludzkich nawyków, uczłowiecza pozostając zierzęciem.
"Istota" to wielki, piękny, a zarazem trudny poemat. To pewna przestroga przed próbami ingerencji w DNA, a co jeszcze ważniejsze to próba przypomnienia co znaczy ludzkość. Czym jest "człowieczeństwo" i czym jest "zwierzęcość". Często obrzydzają nas pewne sytuacje - zdrada, seks, zabójstwo, agresja - a może są to po prostu zakorzenione instynkty. Może walka dwóch samców o dominacje (w jakikolwiek sposób - polityka, wojna, szkoła) jest wpisana w DNA, mięso jest bardziej naturalnym składnikiem odżywczym dla ludzi od przysmaków wegańskich?
"istota" zadaje wiele pytań, na część z nich odpowiada. Całość psuje nieco końcówka - dla tych, którzy przyszli mylnie do kina myśląc, że to horror. Film mógł się skończyć 15 minut przed czasem, byłby bardziej niedopowiedziany, jednak autor chciał zaprezentować swoją wersję i opowieść. Można ją obejrzeć w kinach. Dobry obraz, ale wyłącznie dla wielbicieli ambitnego kina fantastyczno-naukowego.
Od pierwszych minut film Vincenzo Natali'ego bombarduje pięknymi zdjęciami (pierwsze spotkanie Ginger z Fredem), obrazy nasycone są nieco błękitnymi odcieniami, dodaje to niezwykłości "Istocie". I tu zaczyna się problem - ponieważ poza ostatnimi dziesięcioma minutami film ten nie jest ani horrorem, ani thrillerem. To raczej dramat z elementami s/f. Elza i Clive obserwują nową istotę, żyją z nią, tak jak żyje się ze zwierzątkiem domowym, lub z dzieckiem. Dren (powstała istota) rozwija się w niesamowitym tempie, uczy się, przyswaja zwierzęcych i ludzkich nawyków, uczłowiecza pozostając zierzęciem.
"Istota" to wielki, piękny, a zarazem trudny poemat. To pewna przestroga przed próbami ingerencji w DNA, a co jeszcze ważniejsze to próba przypomnienia co znaczy ludzkość. Czym jest "człowieczeństwo" i czym jest "zwierzęcość". Często obrzydzają nas pewne sytuacje - zdrada, seks, zabójstwo, agresja - a może są to po prostu zakorzenione instynkty. Może walka dwóch samców o dominacje (w jakikolwiek sposób - polityka, wojna, szkoła) jest wpisana w DNA, mięso jest bardziej naturalnym składnikiem odżywczym dla ludzi od przysmaków wegańskich?
"istota" zadaje wiele pytań, na część z nich odpowiada. Całość psuje nieco końcówka - dla tych, którzy przyszli mylnie do kina myśląc, że to horror. Film mógł się skończyć 15 minut przed czasem, byłby bardziej niedopowiedziany, jednak autor chciał zaprezentować swoją wersję i opowieść. Można ją obejrzeć w kinach. Dobry obraz, ale wyłącznie dla wielbicieli ambitnego kina fantastyczno-naukowego.




Zobacz na co warto iść do kina.
Nie zapomnij o najciekawszych premierach w nadchodzącym miesiącu.
ABC każdego miłośnika filmu. Adresy, ceny biletów itp. 