wtorek, 26 września 2017

Ostatnia aktualizacja:10:59:16 AM GMT

Lokalizacja: Film Aktualności filmowe Piotr Szczepański: ludzie wierzą w to miasto (wywiad)

Piotr Szczepański: ludzie wierzą w to miasto (wywiad)

Piotr_SzczepanskiKiedy realizuję projekt autorski to staram się, aby temat był ściśle związany z Łodzią. W końcu to tutaj się urodziłem i nadal tutaj mieszkam. Wydaje mi się, że jest to mój obowiązek nie tylko jako łodzianina, ale również zadanie wynikające z etycznej powinności dokumentalisty, aby zostawić jakiś ślad po czasach i miejscach, w których żyjemy – mówi Piotr Szczepański, operator i reżyser; twórca filmu „Dom/Łódź”.

Mateusz Demski: „Dom/Łódź” to film opowiadający o działalności łódzkiego klubu Dom: od koncertów przez imprezy klubowe, aż po targi staroci i festiwal Domoffon. Rozumiem, że jesteś jego stałym bywalcem.

Piotr Szczepański: Tak, ale staram się coraz rzadziej tam bywać. Na drugi dzień głowa staje się dużo cięższa. [śmiech]

Znam twój ból – z Domu nie wychodzi się o własnych siłach, a już tym bardziej zgrabnym krokiem. Ale chyba coś innego zdecydowało o tym, że przyszedłeś na plac budowy przy Piotrkowskiej?
Tutaj muszę sprostować, ponieważ nie byłem przy samych narodzinach. W czasie, kiedy klub Dom stawiał pierwsze kroki byłem pochłonięty innym projektem, a mianowicie „C.K.O.D. 2 – Plan Ewakuacji”. Ale kiedy tylko skończyłem zdjęcia przeniosłem się na Off Piotrkowską. Było to dość płynne przejście z kilku względów. Po pierwsze jednym z współwłaścicieli tytułowego klubu jest Kuba Wandachowicz, basista Cool Kids of Death. Drugi powód był dość prozaiczny i wynikał ze zwykłej... wygody; z faktu, że temat miałem pod nosem. Od wielu lat mieszkam w bezpośrednim sąsiedztwie Offa i tak się składa, że moje okna wychodzą bezpośrednio na Dom. Cóż, chyba chciałem mieć blisko na zdjęcia.

Generacja_C.K.O.D_1

A może kusiło cię, aby pójść krok dalej i zrobić kolejny, trzeci już film o chłopakach z Cool Kids of Death? W końcu to twoi rówieśnicy należący do tej samej „Generacji Nic”, o której przed laty na łamach Gazety Wyborczej pisał Kuba Wandachowicz.
To prawda, że w kinie zależy mi na uchwyceniu zmian, które zachodzą w ludziach, ale chłopaki z Cool Kids of Death nie byli powodem jego powstania. W „Dom/Łódź” nie chciałem tym bardziej odgrzewać tematu „Generacji Nic”, bo właściwie nie ma do czego wracać. Paradoks artykułu Kuby i debaty, która odbyła się wokół niego polegała na tym, że mówił on o pokoleniu, które tak naprawdę nie istnieje. Dziennikarze podchwycili temat, i na jego podstawie chcieli wykreować model generacji, którą mogą łączyć pewne punkty wspólne. A przecież chodziło o to, że nic nas nigdy nie łączyło – byliśmy młodymi wylogowanymi ludźmi bez tożsamości, którzy mając dwadzieścia kilka lat chcieli tylko spełniać się w swoich zawodach, co przychodziło z trudem. Zresztą każde pokolenie ludzi młodych, którzy wchodzą w dorosłe życie prędzej czy później dowiaduje się, że świat ich nie potrzebuje; że ktoś starszy zajął na przykład ich wymarzone miejsce pracy. Myślę, że podobny artykuł mógłby powstać w dowolnych czasach.

W dowolnych czasach można też złapać za butelki z benzyną i kamienie. Czułeś, jako dwudziestolatek, że świat cię nie potrzebował?
Akurat moja sytuacja była inna, ponieważ zaraz po zakończeniu wydziału operatorskiego w łódzkiej szkole filmowej, nie narzekałem na brak pracy. Jedyne, co mogło mi wtedy przeszkadzać to fakt, że nie tworzę wielkie sztuki, a rzeczy na zlecenie. Ale sam zgodziłem się na taki świat – wybrałem operatorkę, czyli zawód usługowy, co od samego początku wiązało się z realizacją reklam i projektów komercyjnych. Jednak dzięki zarobionym na tym pieniądzom mogłem zabrać się za rzeczy, które interesują mnie artystycznie.

Takie jak „Generacja C.K.O.D.” czy „Dom/Łódź”. Ten ostatni opowiada o jednym z najważniejszych miejsc na mapie kulturalnej Łodzi, które staje się świadkiem ambicji, sukcesów, porażek i całonocnych imprez grupy ekscentrycznych właścicieli. Jak widać, temat dość intrygujący i odważny. Nośny i zdaje się skazany na sukces.
To prawda, jednak kiedy chwytam za kamerę i zaczynam kręcić film dokumentalny nigdy niczego nie zakładam; staram się otwierać, a nie zamykać na sytuację. Niczego nie ustawiam, niczego nie inscenizuję. Moim zadaniem jako dokumentalisty jest tylko obserwacja ludzi, przy jednoczesnym oswajaniu i przyzwyczajaniu ich do siebie. W tym zawodzie nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejny dzień.

Odnoszę jednak wrażenie, że w przypadku twoich filmów jest trochę inaczej. Bohaterowie „Dom/Łódź”, którzy tworzą spółdzielnie socjalną „Ogniwo” i klub Dom, to przecież twoi starzy znajomi. Nie masz poczucia, że bliscy na planie to problem i zagrożenie?
Nie, ponieważ za każdym razem, kiedy przystępuje do zdjęć rozmawiam o moim pomyśle z ludźmi, o których będę opowiadał. Zawsze przy tym powtarzam, że za pomocą swoich filmów staram się ukazać prawdę, która ujawnia się na planie, dlatego nikomu nie oszczędzam scen, w których na światło dzienne wychodzą konflikty, skomplikowane relacje, osobiste traumy, czy przemiany zachodzące w życiu bohaterów. Nie robię laurek, ani dokumentów na zamówienie. Niczego nie lukruję, niczego nie wygładzam. Tak samo było w filmach o zespole Cool Kids of Death. Krzyśka Ostrowskiego, wokalistę C.K.O.D, znam od przedszkola, zresztą do dzisiaj się przyjaźnimy, a mimo wszystko nie stanowiło to dla mnie większego problemu.

Tak sądzisz?
Tak, bo kiedy się nad tym teraz zastanawiam, dochodzę jednocześnie do wniosku, że chyba nigdy nie zdecydowałbym się na zrobienie filmu o kimś kogo nie darzę sympatią czy o grupie osób, z którą nie miałbym ochoty spędzać czasu. Sądzę, że dokumenty powstają najpierw z pasji, a dopiero w dalszych fazach realizacji stają się sposobem na zarabianie pieniędzy.

C.K.O.D_2_-_Plan_Ewakuacji

Jak to? Reklama owszem, ale dokument jako sposób na zarobek? Jak myślisz, ile osób zobaczy film o sześciu łebskich muzykach z Łodzi? Kilkadziesiąt? Kilkaset?
Dokument zawsze stanowił niszę, ale pamiętajmy, że jeszcze kilka lat temu podobne filmy były pokazywane w kinach. W przypadku „Generacji C.K.O.D.” zorganizowaliśmy – własnym sumptem – dystrybucję, dzięki czemu obejrzało go około pięciu tysięcy osób. Dzisiaj ten rynek przypomina nieco branże muzyczną, której obraz mogłeś zobaczyć w „C.K.O.D. 2 – Plan Ewakuacji”, gdzie pójście do klubu na koncert ulubionej kapeli nie stanowi już żadnej atrakcji. Tak samo jest z kinem, które w dobie internetu i możliwości oglądania wszystkiego na laptopach, tabletach i innych urządzeniach mobilnych, nie jest niczym wyjątkowym. Aby jednak przemówić do widzów ostatnie trzy filmy realizowałem we współpracy z Telewizją Polską i byłym dyrektorem programu drugiego Jerzym Kapuścińskim. Kiedy telewizja wchodzi w koprodukcję to zawsze na wstępie otrzymuję gwarancje, że film pojawi się na wizji. Nawet jeśli będzie pokazywany około północy, to zobaczy go jakieś pół miliona ludzi. To całkiem niezły wynik. Oprócz tego prędzej czy później mogę liczyć na widzów, którzy go zripują i wrzucą na Youtube'a. Tak stało się z „Generacją C.K.O.D.”, podobny los spotkał „Aleję Gówniarzy”.

Wróćmy do twojego ostatniego filmu. Jego puentą są przygotowania do wspomnianego festiwalu Domoffon organizowanego przez spółdzielnie „Ogniwo”. Na tym obrazku się kończy, a widz pozostaje z pytaniem – co dalej z klubem Dom?
To pytanie towarzyszyło mi od pierwszego dnia zdjęć i zawsze przez głowę przechodziły mi trzy możliwe zakończenia: Dom odnosi wielki sukces i staje się franczyzą na miarę McDonalda; Dom upada ze względu wewnętrzne konflikty, problemy finansowe czy wypowiedzenie umowy przez właściciela; Dom będzie po prostu Domem, czyli klubem lubianym i uczęszczanym.

„Dom/Łódź” opowiada o tym ostatnim; jest filmem, w którym, bez obrazy, nic szczególnego się nie dzieje. Ale rzeczywistość zdaje się nieco inna. Zapytam zatem jeszcze raz – co stanie się z Domem?
Gdybym poczekał jeszcze dwa, trzy lata to miałbym zapewne bardziej wyrazistą puentę dla swojego filmu. Tyle że nie można ciągnąć zdjęć w nieskończoność. Tym samym„Dom/Łódź”, tak jak zauważyłeś, stał się filmem o trwaniu; o grupie facetów w średnim wieku, którzy stworzyli miejsce, gdzie na co dzień żyją, pracują, a przede wszystkim pielęgnują swój styl życia, dzięki czemu zachowują wewnętrzną młodość. Gdyby ostatni klaps padł jednak dzisiaj, byłby to zupełnie inny film. W tej chwili na Off Piotrkowskiej trwają zaawansowane prace remontowe – dwa budynki fabryczne są rewitalizowane, a co więcej w pobliżu powstaje biurowiec o wysokim standardzie. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, zakłada stworzenie w miejscu klubu Dom przejścia od ulicy Rosevelta do wnętrza kwartału, a także dalej na przeciwległą stronę Off Piotrkowskiej, aż do ulicy Nawrot. Taki scenariusz powoduje, że chłopaki stracą powierzchnię około trzydziestu metrów kwadratowych, co wymagałoby od nich kolejnych nakładów finansowych. Ale pamiętajmy, że problemy nie dotyczy tylko ich działalności. Jakiś czas temu z Offa zniknęła moja ulubiona restauracja Tari Bari, która stanowiła doskonałe miejsce do tego, aby dobrze zjeść, coś wypić i spotkać się ze znajomymi. Takie zmiany sprawiają, że to miejsce powoli traci swój charakter.

To jakiś ponury żart! Ale na szczęście Dom ma szansę utrzymać się na Piotrkowskiej.
Albo i nie. W każdej chwili właściciel może wypowiedzieć umowę ze względu na zmianę charakteru tego miejsca. Chłopaki jednak liczą się z takim scenariuszem, dlatego też zastanawiają się nad alternatywnym miejscem. Ale mimo wszystko wydaje mi się, że Dom przetrwa. Nie tylko ze względu na fakt, że jest to znane i lubiane miejsce spotkań, które wyróżnia się ciekawym programem i projektami artystycznymi wybiegającymi poza szeroki mainstream, a dlatego, że od samego początku jest to dobrze prowadzony biznes, który przychodzi stałe dochody i z którym trudno byłoby się chłopakom rozstać.

Wspominaliśmy o rozpadzie Cool Kids of Death, powiedzieliśmy o problemach klubu Dom. Kilka miesięcy temu do sprawy zagospodarowania kompleksu Elektrociepłowni EC1 powrócił David Lynch określając prezydent Zdanowską mianem osoby, z którą Łódź nie ma przyszłości. Nie masz przypadkiem wrażenia, że wszystko, co dobre w tym mieście zmierza do autodestrukcji?
Wprost przeciwnie. Wydaje mi się, że od kilku lat łodzianie mogą odczuć pozytywną zmianę. Młodzi ludzie wreszcie zaczęli wierzyć w to miasto, a zarazem przestali obierać drogę kariery wyjazdowej. Nie zapominajmy, że jeszcze na początku wieku w przeciągu kilku lat z Łodzi wyjechało około stu tysięcy osób, przez co straciliśmy procentowo najwięcej mieszkańców w skali kraju. W skutek tych migracji przestaliśmy być przecież drugim, co do wielkości miastem w Polsce. Kolejne dane statystyczne zdają się nieubłagane i wskazują na dalszy spadek wskaźników demograficznych, ale odnoszę wrażenie, że sytuacja wygląda dużo lepiej.

Dom-Lodz

To znaczy?
Wystarczy, że spojrzysz na Off Piotrkowską, Fabrykę Sztuki, Art Inkubator, Stowarzyszenie Topografie, czy inne drobne projekty - choćby Pan tu nie stał - które skupiają w sobie oddolne inicjatywy, a poczujesz wyjątkową energię płynącą od młodych ludzi. To co zostało zdyskontowane przez władze w postaci przekształcenia Łodzi w miasto przemysłów kreatywnych tylko potwierdza, że obecne rządy wypadają dużo korzystniej na tle poprzednich.

Czyli mówiąc wprost, Łódź to już nie tylko Ziemia Obiecana, włókiennictwo i słynni... menele.
Wiem do czego pijesz. Bogusław Linda stał się ofiarą spaczonego wizerunku Łodzi, którego wcale sam nie wykreował. Nikt nie podkreślił tego wątku w trakcie dyskusji, ale prawda jest taka, że sytuacja wynikała z lokalizacji planu zdjęciowego, który znajdował się w okolicach ulicy Włókienniczej, a także Starego Polesia. Jeśli chcemy kręcić film, którego akcja rozgrywa się w latach 50. to siłą rzeczy musimy zawieźć aktorów w takie miejsca. Nie dziwię się, że wyjeżdżając prawdopodobnie spod czterogwiazdkowego hotelu Andel's, a następnie pracując tylko i wyłącznie w najbardziej zaniedbanych dzielnicach miasta, gdzie żyją przecież różni ludzie, powiedział to, co powiedział.

Ale nie powiesz mi, że mogło obyć się bez afery. Tymczasem ty, rodowity łodzianin, mówi – nic się nie stało. Czy nie powinieneś przypadkiem stanąć murem za swoim miastem i pokazać Lindzie środkowy palec?
Nigdy nie należałem do grupy, która angażuję się w zagorzałą walkę o dobre imię Łodzi; nigdy też nie ukrywałem, że to miasto przez lata zapracowało sobie na swój negatywny wizerunek. Oczywiście jesteśmy świadkami stopniowego procesu odwracania tych stereotypów, a władze próbują mierzyć się z utartym wizerunkiem kompleksu przemysłowego, jednak potrzebny jest czas. Co prawda nie obserwuję już scen sprzed piętnastu lat, gdzie „słynni” żule nie mieli problemu, żeby rzucić papierek, splunąć i zdemolować ławkę, ale ten proces musi potrwać jeszcze jakieś dziesięć lat, aby łodzianie zaczęli szanować i wspólnie dbać o swoje miasto. Wszystko spoczywa w rękach ludzi, którzy tutaj mieszkają.

Wyobrażasz sobie zrobić film poza Łodzią?
Oczywiście, wszystko zależy od otrzymanego zlecenia. Podam ci przykład: ostatnio odnalazłem materiał sprzed dziewięciu lat, który jest rejestracją sesji zespołu The Rastasize, która odbyła się w kultowym studiu muzycznym Boba Marleya – Tuff Gong na Jamajce. Miałem okazję uchwycić proces powstania płyty, przy której pracowali najwybitniejsi, jamajscy muzycy, którzy w swojej karierze stali na jednej scenie u boku Boba Dylana, Micka Jaggera czy Grace Jones. Ale tutaj muszę podkreślić, że nie był to mój autorski projekt, a sam pomysł wyszedł od Wojtka Mecwaldowskiego. Kiedy realizuję projekt autorski to staram się, aby temat był jednak ściśle związany z Łodzią. W końcu to tutaj się urodziłem i nadal tutaj mieszkam. Wydaje mi się, że jest to mój obowiązek nie tylko jako łodzianina, ale również zadanie wynikające z etycznej powinności dokumentalisty, aby zostawić jakiś ślad po czasach i miejscach, w których żyjemy.

Może ktoś wyciągnie kiedyś twoje filmy z zakamarków archiwów Telewizji Polskiej i na ich podstawie odtworzy dawny wizerunek Łodzi.
Otóż to. Wyobraź sobie, że po pięćdziesięciu latach ktoś znajdzie mój ostatni film i powie: o, kiedyś na Offie zamiast konglomeratu biur były miejsca, które tworzyli ludzie z wyjątkową energią. Dla Kuby, Roberta, Wiktora, Rebusa, Marcina, Witka, a także dla klubu Dom to pewien rodzaj nieśmiertelności.

Rozmawiał: Mateusz Demski

Piotr Szczepański - urodzony w Łodzi operator, reżyser i scenarzysta. Realizator reklam i wideoklipów. Absolwent Wydziału Operatorskiego PWSFTViT w Łodzi. Na Wydziale Reżyserii Filmowej i Telewizyjnej tej uczelni został mu nadany stopień doktora sztuki filmowej. W jego dorobku znajdują się cztery dokumenty (w tym dwa o zespole Cool Kids of Death) oraz komediodramat „Aleja gówniarzy”.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież